Perkusista jazzowy art blakey

Art Blakey – człowiek bez którego jazz nie byłby taki sam

Choć moje rozeznanie wśród perkusistów z wiadomych przyczyn nie jest tak duże jak w przypadku saksofonistów, jest kilku bębniarzy, których potrafię poznać po pierwszym dźwięku. Jednym z nich jest dzisiejszy solenizant – Art Blakey.

Śmiało można stwierdzić, że Blakey jest jedną z najistotniejszych postaci ery hardbopu i w ogóle całego jazzu. Zespół Jazz Messengers, który prowadził przez 35 lat stał się swego rodzaju wyznacznikiem hardbopowego brzmienia i prawdziwą kopalnią talentów (ale o tym nieco później).

Urodzony 11. października 1919 roku Blakey miał niełatwe życie. Ojciec odszedł od rodziny tuż po narodzinach małego Arthura, a matka zmarła, gdy ten miał zaledwie sześć miesięcy. Art wychowywany był przez kuzynkę, jednak już jako 14-letni chłopiec zdecydował się wziąć życie w swoje ręce. Pracował fizycznie (kopalnia, huta). Dorabiał natomiast, grając na fortepianie. Za klawiszem nie szło mu zbyt dobrze i postanowił zmienić instrument na perkusję, inspirując się na takich postaciach jak Chick Webb czy „Big Sid” Cattlett.

W latach 1944-1947 grał w big bandzie Billy’ego Eckstine’a co dało mu możliwość nie tylko olbrzymiego rozwoju, ale również poznania takich gigantów współczesnego jazzu jak Charlie Parker, Dizzy Gillespie, Dexter Gordon, Miles Davis i wielu innych. Wpadając w to towarzystwo, nie ustrzegł się także problemów z narkotykami, co było charakterystyczne dla tego środowiska. Po opuszczeniu zespołu Eckstine’a wyjechał na dwa lata do Afryki, gdzie przyjął muzułmańskie nazwisko Abdullah Ibn Buhaina. Decyzja ta mogła być motywowana nie tylko poglądami religijnymi, ale przede wszystkim wrogością do afroamerykanów w USA.

Najważniejszym dzieckiem Arta Blakey’ego był zespół Jazz Messengers, który wyznaczył tor rozwoju wielu muzykom i składom tego okresu. Cechą charakterystyczną JM było odejście od jamowej stylistyki bebopu nastawionej na solowe popisy i postawienie bardziej na współbrzmienie oraz ciekawe aranżacyjne zabiegi. Jazz Messengersi czerpali także z korzeni muzyki jazzowej jak gospel czy blues.

Przełomowym dla działalności zespołu było przyjście saksofonisty Benny’ego Golsona, który przejął kierownictwo muzyczne i wprowadził do repertuaru całe mnóstwo swoich kompozycji. Stały się one swego rodzaju synonimami hardbopu (Whisper Not, I Remember Clifford, Blues March, Along Came Betty, Killer Joe i długo by jeszcze wymieniać).

Choć największy wpływ na rozwój jazzu miało pierwszych 10-15 lat działalności zespołu, to był on prawdziwą kopalnią młodych talentów przez właściwie cały okres swojej działalności. Na przestrzeni 35 lat przez Jazz Messengers przewinęli się tacy artyści jak:

  • Trębacze: Clifford Brown, Kenny Dorham, Lee Mrogan, Freddie Hubbard, Randy Brecker, Woody Shaw, Wynton Marsalis, Terence Blanchard, Roy Hargrove,
  • Saksofoniści: Lou Donaldson, Hank Mobley, Johnny Griffin, Benny Golson, Wayne Shorter, Branford Marsalis, Kenny Garret,
  • Pianiści: Horace Silver, Walter Bishop Jr., Thelonious Monk, Bobby Timmons, Cedar Walton, Keith Jarrett.

Art Blakey zmarł 19. października 1990 roku pozostawiając po sobie olbrzymią spuściznę w postaci nagrań i przede wszystkim licznej grupy „wychowanków” zespołu Jazz Messengers.

Gdy ludzie przychodzą na koncert zrelaksować się po ciężkim dniu pracy, moim zadaniem jest ich uszczęśliwić – zmyć z nich cały brud codziennego życia. O to chodzi w jazzie. Jeśli w trakcie koncertu ktoś nie strzela palcami, nie tupie, nie buja się, znaczy to, że z nami jest coś nie tak.

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (11 głosów, średnia: 4,73 na 5)

Loading...

O Mateusz Chorążewicz

Poza czynną działalnością muzyczną zajmuję się także prowadzeniem bloga o tematyce jazzowej, na którym znaleźć można wpisy z zakresu historii jazzu, recenzje płyt, relacje z wydarzeń i wiele innych. Jazz to nie tylko pasja ale przede wszystkim sposób na życie.

17 komentarzy w “Art Blakey – człowiek bez którego jazz nie byłby taki samDodaj swój →

  1. Przyznam z ręką na sercu, że jazz był przeze mnie znienawidzony już od czasów podstawówki muzycznej, gdzie większość znajomych grało cały czas na pianinie klasykę, a perkusistów „zmuszano” do grania jazzu, więc moja wiedza o perkusistach jazzowych to bardzo mały ułamek wiedzy, ale artykuł czyta się bardzo lekko, a dla osób zainteresowanych tematem takie artykuły to skarbnica wiedzy.

  2. Kolejna porcja bardzo fajnych newsow 🙂 faktycznie mial nielatwo w zyciu, musial liczyc sam na siebie,a mimo to tyle dokonal 🙂 nie znalam wczesniej Jazz Messengers a teraz po przesłuchaniu kilku kawałków jestem zauroczona!

  3. Myślę, że ten artykuł w sposób treściwy podaje najważniejsze informacje na temat zespołu Jazz Messengers. Przedstawia życiorys założyciela zespołu Arta Blakey, który nie miał łatwego życia, ponieważ już jako czternastoletni chłopak musiał podjąć pracę zarobkową, pracując fizycznie. Jednak talent muzyczny pozwalał mu na dorabianie grą na fortepianie, co pomogło mu w dalszym rozwoju swoich zainteresowań w kierunku muzycznym. Zaczął przebywać w środowisku znanych muzyków jazzowych, co pomogło mu w szlifowaniu własnych umiejętności i doprowadziło do powstania zespołu Jazz Messengers. Nasuwa się wniosek, że pomimo przeciwności można osiągnąć sukces, jeżeli ma się odrobinę talentu nad którym można pracować.

  4. Mimo ciężkiego dzieciństwa był w stanie dokonywać wielkich rzeczy 🙂 Cudowna muzyka, jak zwykle tekst okraszony prze-genialnymi kawałkami 🙂

  5. Jazz Messengers to jeden z moich ulubionych zespołów. Bardzo się cieszę, że został wyróżniony w osobnym artykule. Ich muzyka tworzy niesamowity klimat.

  6. Niesamowita postać, niezwykle ważna dla świata jazzu. Cudowny człowiek, twórca cudownej muzyki. Mimo wielu trudności, jakie stawiało mu na drodze życie, poradził sobie i doszedł do celu, czego rezultatem są te piękne brzmienia. 😉

  7. Wybitny muzyk. Artykuł dobrze pokazuje jego życiorys. Dowiedziałam się kilku nowych,ciekawych rzeczy. Dobrze,ze był silnym człowiekiem i pokonał przeciwności. Jazz Messengers jest jednym z moich ulubionych zespołów,dlatego dobrze było dowiedzieć się czegoś na ten temat. Świetny artykuł 😉

  8. Bardzo interesująca biografia Art Blakey. Jazz w jego wykonaniu przekonuje mnie do jego słuchania. Jest coś w tej muzyce, co nadaje jej wizualny charakter i słuchowy kształt. Jest muzyką lekką, przyjemną i ciekawą. Na pewno będę jej słuchał i polecał innym. Wszystkie nagrania video opowiadają historię jej wykonawcy.

  9. I kolejna postać z kręgów jazzowych o której istnieniu nie miałam najmniejszego pojęcia. Nie jestem wielką znawczynią tego gatunku, ale słuchanie tej muzyki właśnie „zmywa brud codziennego życia” i Art Blakey robił (i w sumie nadal robi) to świetnie !! Jak już pisałam pod innym postem czekam na kolejne artykuły !! Pozdrawiam :).

  10. Ja raczej też należę do grupy, która bardziej „jara się” saksofonistami jazzowymi, niż bębniarzami…. Ale tego Pana to ja znam! 😀 Co prawda, moja wiedza o nim była znikoma, co na szczęscie uległo poprawie po tym artykule. W każdym razie… Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Art Blakey! <3

  11. Nigdy nie lubiłam jazzu ale kiedy pierwszy raz usłyszałam ‚Along Came Betty’ coś we mnie pękło i doceniłam tą muzykę, a twórczość zespołu Art Blakey stała sie moja ulubioną.

  12. Mimo tego, że Art Blakey nie był jednak moim ulubionym wykonawcą, po tym, jak usłyszałam Art Blakey & The Jazz Messengers – It’s You Or No One z 58 roku- moje serce normanie zabiło aż szybciej.. Od tego czasu, a pamiętam, że to jakoś było dobry rok temu, ta piosenka jest jedną z moich tych „najulubieńszych” – jazzowych oczywiście. Bardzo dobrze, że w końcu ktoś napisał artykuł o wielkim artyście Arthur „Art” Blakey’u vel Abdullah Ibn Buhaina- czyli naszym Art Blakeyu… Szacunek:)

  13. Narkotyki chyba w ogóle są typową dla środowiska artystycznego używką. Swoją drogą, uwielbiam, gdy ktoś oddaje się muzyce całym sercem. Gdy słucham jego gry, czuję, że sprawiało mu to radość. Ale chyba coś jest ze mną nie tak… Nie tupię nogą ani nie pstrykam palcami. Po prostu słucham i się relaksuję 🙂

  14. Uwielbiam tutaj zaglądać i czytać te artykuły o tematyce muzycznej – są świetne. 🙂 Tak samo i w tym przypadku. Chociaż o Arthurze Blakey’u nigdy wcześniej nie słyszałam, to rzeczywiście, muszę przyznać, że to niesamowita postać na arenie jazzowej. Jak już ktoś napisał – narkotyki, chociaż według mnie nie tylko to, a ogółem trudna sytuacja w życiu to coś, co często jest elementem przeszłości wspaniałych artystów.

  15. Składnie ujęty życiorys Art’a wzbogacił mnie o ciekawe informacje. Od niedawna interesuję się jazzem, ale za to z dużą intensywnością. Cokolwiek nie usłyszę w tym klimacie od razu szukam wiadomości na ten temat i cieszę się jak dziecko znajdując jakąś kojącą serce nutę. Tak też się zadziało po wysłuchaniun utworów zamieszczonych przy artykule. Blakey inspirujący się Chick’iem Webb’em jest również dla mnie miłą niespodzianką, ponieważ Webb’a bardzo cenię i lubię.
    Jakie to jest niesamowicie przykre, iż trzeba się w życiu tak bardzo nacierpieć i bólu doznać. Stratę rodziców znam z autopsji, więc jestem sobie w stanie wyobrazić co musiał przeżywać mały Art, ale to buduje, człowiek „przetyrany” przez życie potrafi więcej i jest w stanie więcej znieść, przetrwać. Jednak najważniejsze i najpiękniejsze w życiu to mieć pasje i się jej oddać całkowicie. To zrobił Art i wielu innych wymienionych powyżej muzyków, ja też mam nadzieje być w stanie oddać się całkowicie. Życzę tego wszystkim, a Artowi przesyłam trochę spóźnione, ale bardzo szczere, życzenia urodzinowe!

  16. Podobają mi się ostatnio zacytowane słowa Blake. Wiedział jaki ma cel. Tworzył dla ludzi, chciał dać słuchaczom radość, odprężenie i ogólną przyjemność z muzyki, jaką grał. To był rodzaj jego przesłania. Taki muzyk zasługuje na pamięć i uznanie. Jeśli muzyk wie, że tworzy dla słuchacza, jest w stanie zrobić dużo a Blakey takim artystą był 😀

  17. Widzę, że większość artystów jazzowych nie miała w sumie prostego życia. Ktoś tu w którymś komentarzu wspomniał, że dramaty życiowe bardzo wpływają na twórczość. Każda sytuacja u artysty czasem ma wpływ na stworzenie czegoś oryginalnego. Takim przykładem jest Art Blakey, który, jak czytamy, pozostawił po sobie bardzo dużą spuścizny muzycznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *